Zaparkowałem obok sklepu z tkaninami na ulicy Zielonej. W kiosku ruchu zapłaciłem zbliżeniowo za gazetę.
Przyjechaliśmy tu na zawody judo, a to oznacza czekanie. Dużo czekania zazwyczaj.
Chętnie poszukam dobrej kawy w okolicy.
To małe miasteczko - przechodnie tu wciąż jeszcze przebiegają na pasach i wszyscy mają zakryte kostki.
Poza tym, trochę jak wszędzie: komputery, multimedia, pomniki, kościoły i inna architektura mieszana.
Nie było tego czekania znowu aż tak dużo. Zdążyłem znaleźć podejrzanie tanią kawę i zobaczyć dwie walki.
Po zawodach trener rekomendował wieżę widokową w Jodłówce Tuchowskiej lub Sanktuarium.













No comments:
Post a Comment