26.2.16

pięć godzin

Umawialiśmy się od dawna (od czasów http://bartzylla.blogspot.com/2014/08/wypoczynek-w-pniowcu.html), ale w zeszłym roku się nie udało. Tym razem byliśmy zdecydowani, że niezależnie od pogody ruszamy do Strzybnicy na dokumentację. Oczywiście lało. Wit miał dwa parasole, sobie wybrał pomarańczowy. Mieliśmy czas do czternastej, w sumie pięć godzin. Pierwszy przystanek na Grzybowej, kierujemy się w stronę oczyszczalni. I zaraz spotkanie z mieszkańcem, który chce znać nasze nazwiska i powód wykonywania zdjęć, bo sobie nie życzy. No cóż... wiele się zmieniło, o stowarzyszeniu nie opowiemy. Ucinamy temat i ruszamy dalej, ogrzewając się cokolwiek w aucie. Kolejne dwa wyskoki, na szybko i spacer przez budki. Buty przemakają. Ratuje nas kawa i sernik u kacora. I zmiana skarpetek na suche. Zdążyliśmy jeszcze zobaczyć stadion, zalew, przejechać Pniowiec tam i z powrotem. Kwadrans przed czternastą byliśmy na dworcu. Czas minął, zostało kila zdjęć. Nie wiadomo kiedy znowu się uda.
























19.2.16

droga numer 111


Droga numer sto jedenaście istnieje naprawdę. Jednak żadne z tych zdjęć nie zostało zrobione w nawet w jej dalekiej okolicy. Wszystkie za to znalazły się na rolce wyciągniętej z Lomo LC-A, który jeździł ze mną przez jakiś czas samochodem po kraju. Kiedy przyszedł czas na 111 post, trafiłem znów na ten odcinek negatywu.