Dotychczas co roku ktoś pytał: o której grupowe? Czy pomóc w czymś może? Pewnie dzięki temu akcja nie umarła razem ze stowarzyszeniem. Ale tym razem od początku było zupełnie inaczej. Żadnych pytań, sygnałów, nic. Na dwa tygodnie przed świętami można było odnieść wrażenie, że w tym roku nic się nie wydarzy.
Aplikacje pogodowe były bezlitosne, choć jeszcze pięć minut przed godziną zero nie spadła ani kropla. Na stopniach amfiteatru prezentowały się zdjęcia z poprzednich lat, a ja rozkładałem sprzęt. Wszystko co nastąpiło potem, stało się bardzo nagle. Najpierw deszcz, mokro i ślisko. W ostatniej chwili zmieniam metodę i zamiast dobiegać do grupy po odpaleniu samowyzwalacza, wybieram serię zdjęć z interwalometrem. Nie chcę ryzykować upadku.
Pada coraz mocniej, mało kto wziął parasol, nie ma na co czekać, wręcz przeciwnie jest pośpiech. Wciskam spust i dołączam do grupy. Dopiero teraz dochodzi do mnie, że nie wybrałem miejsca, w którym stanę. Spontanicznie ląduję za plecami dwóch dziewczyn, nie chcę ich zasłonić. Patrzę w obiektyw, migawka pracuje - 3 zdjęcia co pięć sekund, brawa, wydarzyło się.
Tygodnik "Gwarek" opublikował zdjęcie grupowe w dzisiejszym wydaniu.
Jednak dwunastego zdjęcia grupowego jakoby nie było. Popełniłem błąd i zdjęcia zostały zapisane jako sekwencja HD, a nie seria zdjęć. Umieszczam ten zapis poniżej.
Deszcz rozgonił grupę nim podniosłem głowę z nad wyświetlacza. Mam 3 zdjęcia próbne, za plecami operatora telewizji i rozpierzchniętą grupę zmokniętych ludzi. Szybko analizuję sytuację i zapada decyzja - gram w to. Dubla nie będzie, złożę zdjęcie z trzech próbnych naświetleń. Gram swoją rolę do końca i wołam do pozostałych "mamy to!". Jednak jest ryzyko, że fotomontaż się nie uda, dlatego dopóki nie siądę przed komputerem, chodzę z kąta w kąt, jak wujek Brono.
Wieczorem otwieram ludziom oczy, przesuwam, maskuję warstwy, wybieram najlepsze możliwe ustawienie. Po dwóch godzinach zdjęcie wygląda nieźle, sytuacja jest uratowana. Brakuje jeszcze mnie, co postanawiam rozwiązać ewidentną wklejką z klatki zarejestrowanej przez kamerkę robiącą timelapsa. To taki element charakterystyczny, po którym będzie można rozpoznać pechowe zdjęcie w późniejszych latach. Pozostałe zabiegi są raczej niezauważalne.
Tego samego wieczoru publikuję zdjęcie na fejsie i czekam co będzie dalej. Czyszczę zmoknięte powiększenia, wycieram twarz każdemu, kto wziął udział w poprzednich akcjach. Przyglądam się dokładniej niż dotychczas. Zauważam prawidłowości, kto gdzie stoi, kto trzyma co roku ręce w górze, itd. Widzę, że wiele osób uczestniczy w tej akcji świadomie, dlatego będą na pewno osoby zdziwione wyborem takiego akurat "ujęcia". Wieczorem jest pierwszy alert - Martyna pisze, że to nie jest żadne z tych trzech zdjęć zrobionych w serii. Poznaje po psie i że nie sama nie patrzy w obiektyw, dlatego prosi o przesłanie pozostałych...
Biję się z myślami, upadła idea dokumentalnej fotoakcji, jest zdjęcie, którego nie było i pewnie niejedna osoba niezadowolona z tej sytuacji. Marne pocieszenie, że to akurat trzynaste powiększenie w cyklu (zestaw otwiera zdjęcie pustej muszli). I znowu coś dzieje się nagle, gdy A. mówi: "nie stresuj się, przecież to ma być fun". I te:"nie stresuj się, przecież to ma być fun" brzmi między moimi uszami do dziś. Dzięki temu wiem, że najlepsze zdjęcie grupowe zrobimy za rok - 1.04.2018 roku. O szczegółach napiszę za dziesięć miesięcy, ale zapraszam już dziś. I dziękuję za dotychczasowe spotkania w strzybnickim parku.